Nowe!

Edward Mordrake – tajemnica człowieka o dwóch twarzach rozwiązana

2 / 2

Świeckie źródło

Pojawiły się jednak nowe informacje, które mogą rozwiać zagadkę tożsamości Mordrake’a, ponieważ prawdopodobnie odnaleziono „świeckie źródło”, na którym opierali się Gould i Pyle. Historia Mordrake’a pojawia się w artykule napisanym przez poetę Charlesa Lotina Hildretha, który opublikowano w amerykańskich gazetach w 1895 roku, około rok przed publikacją książki Goulda i Pyle’a. Najpierw pojawiła się 8 grudnia 1895 w Boston Sunday Post, a kilka dni później opublikowano ją w wielu innych gazetach, w tym Parsons Daily Sun (11 grudnia) i The Decatur Herald (14 grudnia).

Boston Sunday Post

Boston Sunday Post – wydanie z 8 grudnia1895




Artykuł zatytułowany „Cuda współczesnej nauki: niektóre pół-ludzkie potwory, które kiedyś uważano za diabelskie pomioty”, opisuje wiele niezwykłych „ludzkich dziwadeł”, które podobno Hildrerh odnalazł w starych reportach „Royal Scientific Society”. Wśród przypadków jest „Kobieta-ryba z Lincoln” – młoda dziewczyna, której nogi, od bioder w dół były „pokryte lśniącą łuską i zakończone niczym rybie ogony”. Jest tam też „pół człowiek – pół krab”, którego dłonie i stopy były ogromnymi, pokrytymi twardym pancerzem szczypcami. „Melonowe dziecko z Radnor”, jak pisze, miało głowę wielkości i koloru melona, bez żadnych narządów zmysłów poza pionową szczeliną zamiast ust. Pan Pewness ze Stratton, miał dłonie na miejscu stóp, a stopy na miejscu dłoni. „Czworooki mężczyzna z Cricklade” miał dwie pary oczy, jedne nad drugimi. „Osioł Johnny” miał „parę długich, futrzastych uszu, zupełnie jak u osła”. „Pająk z Norfolk” był okropnym stworem, który pełzł na brzuchu i miał sześć owłosionych odnóży z pazurami i ludzką głowę. Ilustracje, które towarzyszyły artykułowi, pomagały czytelnikom wyobrazić sobie te wszystkie nieszczęsne istoty.

Lista kończy się „najdziwaczniejszą i najbardziej melancholijną” historią Edwarda Mordrake’a. Ten fragment musiał być „świeckim źródłem” Goulda i Pyle’a, ponieważ jest słowo w słowo identyczny z tym w ich książce.

edward mordrake

Ilustracje z książki “Cuda współczesnej nauki: niektóre pół-ludzkie potwory, które kiedyś uważano za diabelskie pomioty”

edward mordrake

Ilustracje z książki “Cuda współczesnej nauki: niektóre pół-ludzkie potwory, które kiedyś uważano za diabelskie pomioty”



Literatura faktu czy proza?

Artykuł Hildretha brzmi jak literatura faktu i z pewnością jako taki jest przedstawiany czytelnikom. Gould i Pyle najwyraźniej uznali, że to prawdziwe opisy starych przypadków medycznych. Wzięli stamtąd nie tylko historię Mordrake’a, ale także czworookiego mężczyzny z Cricklade, które również słowo w słowo powtórzyli w swojej książce, nie wspominając Hildretha.

Im bardziej przyjrzeć się artykułowi Hildretha, tym mniej prawdopodobny się wydaje. Po pierwsze, czym jest to „Royal Scientific Society”, na które się powołuje? Czy miał na myśli Royal Society of London? Możliwe, że tak, a możliwe, że wymyślił nieistniejącą, ale imponująco brzmiącą nazwę.

A jeżeli chodziło mu o Royal Society of London, wyśledzenie wcześniejszych odniesień opisywanych przypadków byłoby możliwe. Pierwsze wydania Royal Society zostały zeskanowane i można je przeszukiwać online.

Jednakże postacie kobiety-ryby z Lincoln czy pająka z Norfolk nie pojawiają się nigdzie wcześniej, przed opisaniem w artykule Hildretha. Jasne jest więc, że artykuł Hildretha był zwykłą fikcją. Wszystko było dziełem jego wyobraźni, łącznie z Edwardem Mordakem.

Wszystko to ma sens, ponieważ Hildreth był nie tylko poetą ale i pisarzem fantastyki. Jest autorem powieści dla dzieci „Tajemnicze miasto Oo”, która opowiada o podróży chłopca na australijską prowincję, gdzie odkrywa „starożytną grecką cywilizację wśród dzikusów”. Jego opowiadania często pojawiały się w gazetach, a wiele z nich dzisiaj określono by jako sci-fi. Nawet jego poezja (która jest w stylu Edgara Allana Poe) wykazuje zainteresowanie tematami gotyckimi i nie z tego świata. Więc fikcyjny tekst o „pół-ludzkich potworach” jest czymś co Hildreth zdecydowanie mógłby napisać.

Sensowne również jest, że gazety przedstawiłyby jego historię jako literaturę faktu, ponieważ w XIX wieku często tak robiono. Dopiero w XX wieku pojawiły się magazyny przeznaczone specjalnie na fantastykę, gdzie mogli dać upust pisarze tego gatunku. Wcześniej autorzy musieli polegać na zwykłych gazetach i powszechne było przedstawianie historii jako faktu, żeby zapewnić jej zainteresowanie.

Praktykował to już Edgar Allan Poe, który opublikował sześć swoich opowieści jako literaturę faktu. Jednym z najbardziej znanych przypadków jest przykład Ludożerczego Drzewa z Madagaskaru. W 1874 roku “New York World” opublikował artykuł o przedziwnym drzewie, które pożywiało się ludzkim mięsem. Była to stuprocentowa fikcja, ale czytelnicy o tym nie wiedzieli i przez dziesiątki lat kopie artykułu krążyły jako prawdziwa historia. Na Madagaskar wyruszyło nawet kilku odkrywców w celu odnalezienia tego drzewa.

Powinniśmy więc dodać Edwarda Mordake’a do listy dziewiętnastowiecznych oszustw gazetowych, które nabierały ludzi przez dziesięciolecia po publikacji. Innymi słowy, Mordake nigdy nie istniał. Był tworem literackim autorstwa Charlesa Lotina Hildretha. Niestety Hildrethowi nie dane było zobaczyć sukcesu swojej kreacji. Zmarł w sierpniu 1896 roku, w wieku 39 lat, przed publikacją książki Goulda i Pyle’a. Ale bez wątpienia byłby dumny z tego, że jego postać poruszyła wyobraźnię tak wielu ludzi.

źródła: (1), (2)

Skomentuj