Nowe!

Śmierć w czasach zarazy

Zdjęcia szeregu wojskowych ciężarówek oczekujących na odebranie ciał kilkuset zmarłych w Bergamo wstrząsnęły całym światem. Z Wuhan w szczycie epidemii dochodziły informacje o masowych kremacjach ciał i działających przez całą dobę domach pogrzebowych. Problem chowania zmarłych i postępowania z ciałami osób w okresie pandemii był i jest ogromnym wyzwaniem i skomplikowanym problemem.

ciężarówki wojskowe z Bergamo

fot. twitter.com/guidosalva




Od kiedy istnieją epidemie, istnieje również problem postępowania ze zmarłymi i ciałami osób, które dotknęła epidemia. Zazwyczaj, podczas epidemii ulegał skróceniu ceremoniał pogrzebowy, a zdarzało się, że chowano zmarłych zaraz po śmierci lub jeszcze za ich życia… Pogrzeby najczęściej odbywały się nocą, rezygnowano z publicznych uroczystości, a wreszcie, w miarę nasilania się zarazy, przechodzono na pochówek nocny lub w ogóle rezygnowano z pogrzebu. Na dzienny pogrzeb należało uzyskać potwierdzenie medyka, że zgon nie nastąpił z powodu zarazy. Kiedy brakowało trumien, ciała chowano w workach lub nieprzykrytych trumnach. Zdarzało się tak często, ponieważ rzadko kiedy miasta przygotowane były na chowanie tak wielkiej liczby zmarłych. Trumien brakowało często i z tego powodu, że dżuma zbierała żniwo także wśród stolarzy i grabarzy.
Drzeworyt z XVI wieku przedstawiający ofiary zarazy

Drzeworyt z XVI wieku przedstawiający ofiary zarazy. (The National Library of Medicine)




Jednym z najbardziej ciekawych literackich opisów takich zdarzeń jest ten pochodzący z „Dziennika roku zarazy” opis epidemii dżumy w siedemnastym wieku w Anglii pióra Daniela Defoe:

chorzy dotknięci zarazą, czując, że koniec się zbliża, często w malignie biegli do tych dołów owinięci w prześcieradła albo kołdry i wskakiwali tam, by, jak mówili, sami się pogrzebać. Nie powiem, żeby władze cmentarne tolerowały takie dobrowolne pochówki; słyszałem jednak o wielkim dole na cmentarzu Finsbury, należącym do parafii Cripplegate, a położonym w szczerym polu, nie był bowiem jeszcze ogrodzony murem, ludzie szli tam, rzucali się do dołu i wydawali ostatnie tchnienie, zanim zdążono ich przysypać choćby garstką ziemi; a gdy grabarze przychodzili zakopać innych, zastawali ich już nieżywych, choć jeszcze nie całkiem wystygłych (Daniel Defoe, 1959, s. 79)

Na początku dwudziestego wieku, podczas epidemii „hiszpanki”, która mogła zabić nawet 100 milionów ludzi, zabrakło nie tylko trumien, ale również miejsc na cmentarzach. Śmiertelność na hiszpankę była szczególnie wysoka, zabijała całe oddziały wojska, a zgon mógł nastąpić zupełnie nagle lub na przykład w ciągu kilku godzin od zakażenia. To powodowało bardzo poważne trudności organizacyjne i sanitarne. W Filadelfii, gdzie władze nie odwołały parady z okazji emisji obligacji wojennych we wrześniu 1918 roku, w której wzięło udział około 200 tysięcy mieszkańców, następnego dnia do szpitali zgłosiło się ponad 1600 osób z objawami grypy….

5 października zmarły 254 osoby; następnego dnia 289; kolejnego ponad 300, a 9 października 428. Przerażające liczby ciągle rosły. I wydawało się, że nie widać końca. – pisze Paul Kupperberg.

Pojawił się ogromny problem z wielką ilością ciał zmarłych na hiszpankę. Miejska kostnica miała miejsce na 36 ciał, a teraz musiałaby w ciągu kilku dni przyjąć ich niespełna dwa tysiące. Nie było takiej możliwości. W związku z tym ciała układano gdziekolwiek, często przy domach, owinięte jedynie w prześcieradła. Zabrakło też trumien. Otwarcie nowych kostnic nie zapobiegło jednak problemowi i wkrótce rodziny musiały same zajmować się swoimi zmarłymi, ponieważ grabarze odmawiali chowania rozkładających się szczątek ofiar epidemii.

zarażeni hiszpanką w szpitalu

Amerykańskie siły ekspedycyjne, zarażeni hiszpanką w amerykańskim szpitalu polowym nr. 45 w Aix-les-Bains, Francja, w 1918 r // fot. domena publiczna




Władze Francji, podobnie jak władze wielu współczesnych państw w przypadku obecnej pandemii koronawirusa, długo lekceważyły zagrożenie hiszpanką i choć zamknęły szkoły, to pozwoliły na funkcjonowanie kawiarń, co doprowadziło do śmierci około czterech tysięcy paryżan. Tyle jest obecnie ofiar pandemii we Włoszech. Tutaj również zabrakło trumien, a możliwości kremacji takiej ilości ciał przekracza możliwości całej prowincji! W samym Bergamo, przez ostatnie lata, odprawiano około 120 pogrzebów w ciągu miesiąca. Teraz odnotowano tam ponad dziesięć razy tyle zgonów, co oznacza, że umarło tyle osób, co zazwyczaj w ciągu całego roku. Symboliczne pogrzeby odbywają się co pół godziny.

Władze Wuhan wydały rozporządzenie, które nakazuje kremację wszystkich ciał osób zmarłych na koronawirusa, w obawie przed jego dalszym rozprzestrzenianiem się. Dotyczy to także osób, u których istniało jedynie podejrzenie choroby, a bliscy zmarłych często dowiadują się o kremacji już po fakcie. Na tym tle zakaz organizacji publicznych pogrzebów wydany przez władze Włoch, wydają się bardzo łagodnym posunięciem. Nie zmienia to faktu, że tam również ciała zmarłych w padnemii są kremowane, a nie chowane. Chodzi o ochronę wód gruntowych przed wirusem.

Wywożone z Bergamo nocne „transporty grozy” kierowane są do innych miast i poddawane kremacji. W Lombardii za mało jest kostnic i za mało jest miejsc, gdzie można kremować ciała, a trumny przechowywane są w zamkniętych kościołach i innych prowizorycznych pomieszczeniach, nim wywiozą je wojskowe ciężarówki do odległych nieraz o dziesiątki kilometrów krematoriów w innych prowincjach Włoch.

Trumny z ciałami zmarłych składowane w kościołach w Bergamo


Zobacz też:

Jakie metody walki z koronawirusem okazały się dotychczas skuteczne?
Mało znany „cud nad Wisłą”, czyli jak polski bakteriolog powstrzymał epidemię tyfusu plamistego
“Czarna śmierć” – największa pandemia w historii świata
Koronawirus: szczepionka za miliony
Największe epidemie w historii świata


źródła: Jeremy Brown, „Grypa. Sto lat walki”; Paweł Duma, „Śmierć nieczysta na Śląsku”; Daniel Defoe „Dziennik roku zarazy”, Paul Kupperberg, The Influenza Pandemic of 1918-1919, www.vtuhr.org,

Skomentuj