Nowe!

Mundial 74 i niezapomniany „mecz na wodzie”

2 / 2

Oberwanie chmury na rozgrzewce

Przed meczem o finał, w polskim zespole panowała ogromna mobilizacja. Piłkarze doskonale wiedzieli, że stoją przed historyczną szansą i tylko od nich zależy czy ją wykorzystają. Na trybunach historycznej areny Waldstadion (obecnie Commerzbank-Arena) we Frankfurcie, zasiadło prawie 70 tysięcy widzów, w tym liczne delegacje rządowe i przywódcy państw. Wszystko było zapięte na ostatni guzik, a na zewnątrz panowała letnia pogoda i nic nie zapowiadało zbliżającej się ulewy. Jednak podczas rozgrzewki przedmeczowej, niespodziewanie pojawiły się chmury i rozpoczęła się prawdziwa nawałnica, którą nawet po latach nasi zawodnicy wspominali z niedowierzaniem. W ciągu kilku minut murawa przesiąknęła woda, do tego stopnia, że na płycie boiska powstały ogromne kałuże. Gospodarze rozpoczęli beznadzieją walkę z żywiołem, a zebrany na trybunach tłum i oficjele, z niecierpliwością oczekiwali decyzji o rozpoczęciu meczu, choć niemal każdy zdawał sobie sprawę, że warunki są fatalne. Po wielu próbach przygotowania nawierzchni, w końcu zdecydowano – gramy! Organizatorzy byli świadomi stanu, w jakim znajduje się murawa, ale prawdopodobnie przeważyła presja publiki i ważnych osobistości. Sędzia postawił piłkę na środku boiska, a niezapomniany Jan Ciszewski, w swoim stylu obwieścił widzom przed telewizorami: „Piłka za chwilę rozpocznie swój 90-minutowy taniec”.

mecz na wodzie

Foto. PZPN

Piłka wodna

Po pierwszym gwizdku wiadomo było, że to nie będzie normalny mecz. Piłka zatrzymywała się w kałużach wody, co powodowało, że zagranie dokładnego podania po ziemi, było praktycznie niemożliwe. Taki stan boiska, przeszkadzał Polakom w grze z kontrataku, której byli mistrzami. Nie było szans na precyzyjne zagranie do szybkiego Grzegorza Lato lub Roberta Gadochy, a dodatkowo w składzie zabrakło kontuzjowanego Andrzej Szarmacha, który doskonale radził sobie w powietrzu (strzelił gola głową z 16 metrów, w meczu z Włochami). Początkowo obie drużyny prezentowały podobny poziom i trudno było wskazać faworyta. Z rzutu wolnego pięknym strzałem w górny róg, popisał się Robert Gadocha, ale uderzenie obronił świetnie dysponowany tego dnia – Sepp Maier. Po chwili w sytuacji „sam na sam” z niemieckim bramkarzem, znalazł się Grzegorz Lato, jednak znowu lepszy był golkiper z RFN, który poradził sobie także z dobitką. Po przerwie do ataku ruszył zespół naszych zachodnich sąsiadów. Bernd Hölzenbein minął w polu karnym dwóch obrońców, a wślizg Jerzego Gorgonia zahaczył o nogi napastnika. Sędzia nie miał wyboru i musiał wskazać na jedenastkę… Na szczęście w bramce mieliśmy człowieka, który „zatrzymał Anglię”. Jan Tomaszewski obronił uderzenie Uli Hoeneßa i dalej było 0:0. W dalszej części gry swoje sytuacje mieli m.in. Deyna i z rzutu wolnego Bonhof. W 76. minucie spotkania swój geniusz pokazał Gerd Müller, który skierował piłkę do siatki. Na trybunach rozległo się gromkie „Deutschland! Deutschland!” i powoli stawało się jasne, że Polska tego meczu nie wygra. W końcówce meczu, Maier w niewyjaśniony sposób obronił strzał Kazimierza Kmiecika i korzystny dla Niemców wynik utrzymał się do końca pojedynku.

Foto. AFP

Kontrowersje i trzecie miejsce na pocieszenie

Czy Polacy wygraliby z Niemcami, gdyby murawa była sucha? Na to pytanie nawet Kazimierz Górski nie znajdował jednoznacznej odpowiedzi, ale twierdził, że na pewno: „mielibyśmy większe szanse”. Polska nigdy nie była w swojej historii, tak blisko zdobycia mistrzowskiego tytułu i można ten mecz rozpatrywać w kategoriach historycznej niesprawiedliwości. W spotkaniu o 3. miejsce Polacy zmierzyli się z Brazylią. Zwycięstwo 1:0 nad Canarinhos, zapewniło im miejsce na podium i wywołało wielką radość. Jednak pewien niedosyt, pozostał do dziś. W finale turnieju, zespół RFN pokonał Holandię, która zdecydowanie była w zasięgu „Orłów Górskiego”. Poszukiwacze teorii spiskowych, dopatrywali się nawet celowego działania organizatorów spotkania, mającego na celu osłabienie naszej drużyny. Według najbardziej podejrzliwych – słabiej usunięto wodę z połowy boiska, na której po przerwie grali Polacy, a kałuże utrudniały naszym zawodnikom wyjście z szybki kontratakiem. Mundial 74. w RFN na zawsze pozostanie niezapomnianą piłkarską imprezą. Mimo wielkiego sukcesu, reprezentacja Polski mogła czuć się największym przegranym tych mistrzostw.

puchar RFN 1974

Skomentuj