Nowe!

Czesław Śliwa vel “Konsul” – najsłynniejszy hochsztapler PRL-u

“Do dyplomacji potrzeba trochę gry (…)” – te słowa wypowiada Czesław Śliwa ucharakteryzowany na własne życzenie, by wyglądać na ortodoksyjnego Żyda w filmie dokumentalnym pt. “Konsul i inni”. Mężczyzna opowiada o swojej przestępczej działalności, której zwieńczeniem było otwarcie fałszywego konsulatu Austrii, a także oszukanie szeregu osób i instytucji, które uwierzyły słowom zmyślonego dyplomaty. Mimo swoich haniebnych czynów Czesław Śliwa bez wątpienia był postacią nietuzinkową, a jego kreatywność przy obmyślaniu “przekrętów” podkreślali nawet agenci komunistycznej służby bezpieczeństwa.

Cudem ocalały z holocaustu

Czesław Śliwa naprawdę nazywał się Jacek Silber i urodził się w 1932 roku niedaleko Rzeszowa. Jego rodzice oddali go pod opiekę do znajomej rodziny o nazwisku Śliwa, aby w ten sposób uchronić chłopca przed śmiercią z rąk nazistów. Sfałszowanymi dokumentami posługiwał się od dzieciństwa, więc nie miał większych problemów z podrabianiem kolejnych certyfikatów, zaświadczeń, pism urzędowych itp. Po wojnie miał wiele profesji, w większości nie posiadając najmniejszych kompetencji do wykonywania obowiązków na danym stanowisku.

Zaczął od zakładu krawieckiego i sfałszowanego tytułu mgr inż. włókiennictwa. Następnie przeniósł się do Wałbrzycha i objął stanowisko inżyniera górnictwa. W 1958 ożenił się, a na swoim ślubie wystąpił bezprawnie w mundurze inżyniera górnika, co zwróciło uwagę milicji. Śliwa został aresztowany i skazany na 7 lat więzienia. Wrócił na wolność na podstawie amnestii w 1964 roku. Po odsiadce kontynuował przestępczą działalność (m.in. pobierał zaliczki na ortalionowe kurtki, ale nie wywiązał się z ich dostawy) i w 1966 roku ponownie trafił do więzienia – tym razem na 3 lata (na wolność wyszedł 8 sierpnia 1969).

W 1969 roku posługując się nazwiskiem Jack Ben Silberstein rozpoczął wysokodochodowy proceder polegający na wyłudzaniu pieniędzy od krewnych osób, które według jego słów pomagały mu w czasie wojny. Oszukani zwykle przekazywali duże kwoty pieniędzy, a on obiecywał wielokrotnie wyższe zadośćuczynienie w ramach wdzięczności za uratowanie przed holocaustem.

Latem rozmowa na temat miejsca pracy zainspirowała hochsztaplera do odegrania roli swojego życia – konsula austriackiego w nowo-powstałej placówce we Wrocławiu. Jej tymczasową siedzibą był hotel Monopol, ale samowolny dyplomata brylował na salonach w całej Polsce, odgrywając swoją rolę perfekcyjnie.

Czesław Śliwa - Konsul

fot: Instytut Pamięci Narodowej



Reżyser i piewca komunizmu

Ludziom, których poznawał w tych dniach proponował pracę u siebie, gdyż potrzebował “personelu dyplomatycznego”. Jako attaché, sekretarka czy szofer można było zarobić miesięcznie 4250 złotych, 275 dolarów i 220 złotych dziennej diety – był to wówczas majątek, gdyż średnia roczna pensja wynosiła nieco ponad 26 tys. złotych, a dolar kosztował około 100 złotych (sam “konsul” był skromny i “zarabiał” nieco mniej). Dyplomata nie płacił jednak pensji swoim pracownikom – twierdził, że czeka na fundusze z Wiednia. Chętnie za to sięgał do ich kieszeni, a u swojego kierowcy nawet przez jakiś czas mieszkał.

Sam siebie nazywał “reżyserem”, o osobach biorących nieświadomie udział w jego mistyfikacjach mówił, jak o aktorach. Nie wszystkie ofiary oszusta zgłosiły się na milicję, więc nie wiadomo dokładnie jaka jest dokładna liczba poszkodowanych. Jeden “numer” ze zmyśloną ambasadą zaangażował sekretarkę, kierowcę, dyrektora handlowego i mnóstwo postronnych osób przekonanych o tym, że Czesław Śliwa jest wysłannikiem austriackiego rządu.

Umiejętność fałszowania dokumentów, którą posiadał Śliwa i wyjątkowa charyzma pozwoliła mu oszukać również lokalne władze, które w ramach przygotowań do otwarcia placówki konsularnej postanowiły zlikwidować jedno z przedszkoli. Najsłynniejszy hochsztapler PRL-u odwiedził również Urząd Rady Ministrów, gdzie złożył „listy uwierzytelniające” napisane…ołówkiem, niedbałym językiem, na kartce wyrwanej z zeszytu.

Czesław Śliwa - Konsul

fot: Instytut Pamięci Narodowej




Służba Bezpieczeństwa śledziła działalność Czesława Śliwy, jednak na aresztowanie zdecydowano się dopiero w momencie, gdy protest złożyła ambasada Austrii, po tym jak dyrekcja hotelu Monopol upomniała się o zapłatę za pobyt “konsula”. 28 listopada 1969 Śliwa ponownie trafia do aresztu, choć przez cały czas utrzymuje, że nazywa się Silberstein i jest Austriakiem. W trakcie przesłuchań “konsul” próbował wmówić śledczym, że jest zachodnim szpiegiem, który tworzy w Polsce siatkę wywiadowczą składającą się z osób pochodzenia żydowskiego. Podczas swojego pobytu w areszcie Śliwa wysyłał listy do swoich ofiar – próbując w ten sposób wyłudzić od nich fundusze „na pokrycie kosztów adwokackich”. W swoich listach cały czas oznajmiał, że naprawdę jest konsulem, a aresztowanie jest pomyłką. Ofiary oszustw bardzo niechętnie zgłaszały się na milicję (mimo licznych apeli władz), gdyż obawiały się odpowiedzialności za nielegalny obrót dewizami. Co ciekawe, Ci którzy zgłosili się z reguły nie okazywali urazy do oskarżonego. Śliwa bronił się sam i do końca domagał się, aby nazywano go Silbersteinem. Po czterodniowym procesie skazano go na 7 lat pozbawienia wolności.

Ekspertyza to bzdura. Mam inne linie papilarne niż podano w orzeczeniu – przekonywał. Wciąż twierdził też, że ma doktorat z chemii. Pytany przez prokuratora o to, jaki jest symbol chemiczny cyjanku potasu i miedzi, nie wytrzymał. – Wiem, ale nie powiem – wykrzyczał. Podczas procesu zeznawały też matka Śliwy (ta, która go wychowała i ocaliła w czasie wojny) i jego pierwsza żona, która kilka lat wcześniej zakochała się w “inżynierze górnictwa”. Jednak on utrzymywał, że nie zna żadnej z kobiet. (za: http://www.tvn24.pl)

Wymyślony przeze mnie konsulat, proszę Wysokiego Sądu, to był żart towarzyski – wyjaśniał. – Znajomi oskarżonego wiedzieli, że to był żart? – upewniał się sąd. – Nie chcieli wiedzieć. A ja musiałem brnąć dalej – tłumaczył. – Wchodziłem do poważnych urzędów, nie spostrzegali, że mam fałszywe papiery i pieczęcie. Nie potrzebowałem brać, sami dawali, gdy tylko usłyszeli, że przyby­wam z zagranicy, czyli z dolarami. Oni dawali mi pieniądze, a ja w zamian ofiarowałem im fikcję, nadzieję na wygodniejsze życie, którego wszyscy pragnęli. Nie tylko ja byłem kłamcą, wszyscy wokół kłamali. Patrzyłem, jak daleko się posuną – tłumaczył Śliwa. (za: http://www.tvn24.pl)

Czesław Śliwa - Konsul

fot: Instytut Pamięci Narodowej




W czasie pobytu w więzieniu napisał kilkaset wierszy wychwalających ustrój socjalistyczny, ale nawet to nie pomogło mu w uzyskaniu amnestii. Szczegóły jego śmierci nie są do końca jasne. Jedna z wersji podaje, że Śliwa zmarł w wyniku powikłań, po tym jak połknął jakiś metalowy przedmiot (w ten sposób chciał wymóc na władzach więziennych przeniesienie do jednostki o lepszych warunkach). Czesław Śliwa pochowany został na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. Jego nieopłacony grób zlikwidowano w 1994 roku.

W 1989 roku Mirosław Bork wyreżyserował film “Konsul”, który opowiadał o życiu Czesława Śliwy. Rolę głównego bohatera zagrał Piotr Fronczewski. W 1970 Krzysztof Gradowski nakręcił film dokumentalny z jego udziałem, pt. “Konsul i inni”, w którym Czesław Śliwa z dużą swobodą opowiada on o swojej przestępczej karierze. Na własne życzenie został ucharakteryzowany do filmu, by wyglądać na ortodoksyjnego Żyda.


Zobacz też: Victor Lustig – człowiek, który sprzedał wieżę Eiffla (mimo, że nie była jego własnością)

Victor Lustig i wieża Eiffla


za: (1),(2), (3)

2 komentarze

Skomentuj