Nowe!

W XVII wieku największe i najbogatsze miasto świata znajdowało się w Boliwii

Po odkryciu nowego świata przez Krzysztofa Kolumba, wizja łatwego zarobku i bajecznego bogactwa spowodowała, że setki tysięcy osób z Europy wsiadały na statki, aby ruszyć przez ocean ku nieznanym lądom. Niewielu ówczesnym awanturnikom faktycznie udało się zdobyć fortunę, ale “gorączka złota” była bez wątpienia fascynującym zjawiskiem, które trwało setki lat i na trwale zapisało się w amerykańskiej historii. Najbardziej znane miejsca poszukiwań drogocennych kruszców znajdowały się w USA, jednak największe szaleństwo fortuny panowało w Ameryce Północnej i Środkowej, co było jednym z powodów zniszczenia cywilizacji Azteków.

W połowie XVI wieku u podnóża Andów – na terenach dzisiejszej Boliwii – odkryto pokaźne złoża srebra, a także cyny, cynku i innych minerałów. W regionie bardzo szybko zaczęli pojawiać rządni bogactwa przyjezdni. Należąca do korony hiszpańskiej miejscowość Potosi przynosiła królestwu rekordowe zyski i w błyskawicznym tempie zwiększała się liczba mieszkańców osady. Kilkadziesiąt lat po odkryciu złóż, ta niedawna indiańska osada była uważana za największą i najbogatszą metropolię świata, która za względu na ogromną ilość wydobywanych kruszców, miała wyraźny wpływ na globalną gospodarkę.

Potosi

“Góra, która zjada ludzi”: Potosí przedstawione w 1553 r. Foto. Alamy

200 tys. mieszkańców!

Pierwsza kopalnia w Potosi powstała w połowie XVI wieku i szybko uruchamiano kolejne zakłady wydobywające cenne minerały. Pod ziemią pracowali głównie zniewoleni Indianie, a z biegiem czasu zaczęto również sprowadzać tu setki tysięcy niewolników z Afryki. Szacuje się, że przy eksploatacji tutejszych złóż mogło zginąć nawet 8 milionów ludzi, którzy tygodniami nie wychodzili na powierzchnię i byli w stanie długotrwale pracować ponad siły, dzięki spożywaniu liści koki. Do końca XVIII wieku wydobyto około 41 tysięcy ton srebra, w większości transportując kruszec do Europy. Rosnąca fortuna przyciągała kolejnych osadników, których liczba u szczytu potęgi miasta wynosiła 200 tysięcy. Legenda metropolii u podnóża góry Cerro Rico obiegła cały świat, a bogactwa i wielkości mogły jej jedynie pozazdrościć największe ówczesne miasta: Londyn, Paryż czy Rzym.

Część fortuny przeznaczano na wyposażenie wyrastających jak grzyby po deszczu kościołów, które w tej okolicy były wyjątkowo wystawne. Konkwistadorzy nie mieli zamiarów dzielić się zarobkami z miejscową ludnością i skupiali się raczej na nawracaniu Indian na chrześcijaństwo. Nie wszystkim rdzennym mieszkańcom się to podobało, więc wielokrotnie dochodziło na tych terenach do buntów. Krwawo tłumione powstania w większości kończyło się klęską, co często powodowało dodatkowe prześladowania, wśród miejscowych.

Potosi Boliwia

Foto. trekearth.com

Koniec potęgi

Do dziś w Potosi pozostały budynki mennic, gdzie oglądać można sprzęt, którym setki lat temu przekuwano kruszec w monety. Według jednej z miejscowych ciekawostek to tutaj należy doszukiwać się początków powstania symbolu dolara amerykańskiego. Miasto zaczęło podupadać na początku XIX wieku, gdy skończyły się złoża srebra. Kopalnie zamykano, więc część dotychczasowych mieszkańców postanowił poszukać szczęścia w innych częściach kraju. W połowie XX wieku wydobyciem zajęły się związki górników, ponieważ państwo nie chciało już utrzymywać nierentownego biznesu.

Obecnie w Potosi mieszka około 160 tysięcy ludzi, z czego kilka tysięcy pracuje w górnictwie. Miejscowość jest częstym celem wycieczek turystów z całego świata, jednak niewiele pozostało jej z dawnej świetności. Dla przyjezdnych organizowane są wyprawy do wnętrza szybów, zwiedzanie mennic, a nawet możliwość “zabawy” dynamitem.

potosi grórnicy

Foto. passportchronicles.com

Skomentuj