Nowe!

Państwo wymyślone przy barowym stoliku, czyli genialny przekręt pewnego Nowozelandczyka.

Nietypowy list dostało na początku lat osiemdziesiątych jedno z paryskich wydawnictw, specjalizujących się w wydaniu poradników geograficznych i encyklopedii. W liście wydawców powiadomiono, że na wyspie Timor istnieje sułtanat Occussi-Ambeno, była kolonia portugalska. Jest on zamieszkiwany przez około 180 tys. osób. Stolicą państwa jest miasto Balexetung. Podstawowymi zajęciami obywateli są rybołówstwo, łowiectwo i rolnictwo.

occussi ambeno

Na kopercie był wskazany adres zwrotny: „Auckland, Nowa Zelandia. Konsulat generalny Occussi-Ambeno”. List zawierał prośbę, aby włączyć dane o sułtanacie do poradników. Zaskoczeni wydawcy wysłali zapytanie do ONZ. Wkrótce dostali odpowiedź, że obecnie sułtanat Occussi-Ambeno nie wchodzi do składu ONZ, natomiast już otrzymano listy od polityków Monako i Liechtensteinu z wnioskiem o zaakceptowanie przynależności sułtanatu tej organizacji międzynarodowej.

Nie udało się nawiązać bezpośredniego kontaktu z Ocncussi-Ambeno, ponieważ, według gazet w Nowej Zelandii, toczyła się tam wojna domowa, po tym, jak naród podjął próbę powstania przeciwko sułtanowi. Paryscy wydawcy postanowili jednak załączyć informację o zagadkowym państwie do następnego poradnika, tym bardziej, że z Occussi-Ambeno otrzymano wzory lokalnej waluty i znaczków pocztowych.

Nawiasem mówiąc, znaczki zostały wydrukowane przez jedną ze spółek europejskich, co natychmiastowo zwróciło uwagę filatelistów. Na adres konsulatu Occussi-Ambeno do Nowej Zelandii została wysłana kwota, wynosząca równowartość 40 tys. dolarów, będąca dochodem ze sprzedaży znaczków. Wydawcy okazali się bardziej skrupulatni i postanowili sięgnąć do sedna: Czy istnieje tak naprawdę sułtanat Occussi-Ambeno? Sprzedając znaczki mistycznego państwa, narażali na ryzyko swoją reputację.

Gazety powiadamiały, że powstanie zostało stłumione, a rebelianci uciekli z kraju. Wydawcy zwrócili się z prośbą do etnografów, pracujących na Timorze, aby zebrali jak najwięcej dowodów na istnienie sułtanatu. Kiedy dotarli do miejsca, gdzie na mapie była zaznaczona stolica Occussi-Ambeno, dostrzegli tam jedynie małą wioskę. Miejscowi nawet nie słyszeli o takim państwie. Okazało się, że dane o sułtanacie są zwyczajną „ściemą”. Wkrótce w gazetach opublikowano wyznania mieszkańca Nowej Zelandii – Bruce’a Grenville’a. Okazało się, że siedząc w barze, w ciągu kilku lat wymyślał z kumplami historyjki o państwie Occussi-Ambeno. Grenville był zaskoczony, że ludzie mogą być tak ufni, biorąc za dobrą monetę fałszywe dokumenty i formularze konsulatu. Nawet gazety chętnie drukowały dane o powstaniu w sułtanacie i łamaniu w nim praw człowieka. Z czasem Grenville i jego towarzystwo doszli do wniosku, że na wydumanym państwie da się nieźle zarobić. Wtedy wpadli na pomysł wyprodukować znaczki nieistniejącego państwa.

Oszustów nie udało się pozwać do sądu, gdyż adwokaci udowodnili, że prawo Nowej Zelandii nie zostało złamane. A znaczki pocztowe sułtanatu nadal cieszą się olbrzymią popularnością i ich ceny znacznie poszły w górę.


Zobacz też: Najbardziej zdumiewające kłamstwo w historii

Skomentuj