Nowe!

Dylematy moralne pracownika sklepu zoologicznego [true story]

Biznes to biznes. Kasę trzeba zarabiać. W każdej branży. Tutaj się chyba wszyscy zgadzamy, ale co w sytuacji, kiedy żeby zarobić musimy złamać nasze wewnętrzne zasady?

Sklep zoologiczny zasady

Krótkie intro.

Zaczynam pracę w sklepie zoologicznym. Wszystko pięknie, ładnie. Gryzonie, króliki, ryby i gady. Sklep na szczęście nie sieciówka, więc teoretycznie już mam lepszy start. Jasno stawiam sobie sprawę, że nie będę sprzedawać zwierząt na zasadzie „nieważne komu i co, ważne żeby hajs się zgadzał”, bo premia, awans i świetlana przyszłość w branży zoologicznej.

Czy ktoś w ogóle się zastanawiał, że taki sprzedawca w sklepie zoologicznym jest ostatnią nadzieją dla welona, czy chomika?

Prosta sprawa. Sprzedaję welona do kuli. Zarobię za pierwszym razem, drugim, trzecim, bo przecież żadna ryba w szklanej bańce długo nie pożyje, a stan ryb dla dzieci musi się zgadzać.

Sprzedam chomika dla Brajanka, bo jednak z 500+ zostało 50zł na upragnionego zwierzaka. Chomik 10zł, klatka, która w ogóle nie powinna być nawet transporterem, 30zł, trociny i karma. Mieścimy się w Kazimierzu i wszyscy zadowoleni. Wszyscy oprócz chomika.
Najczęściej ludzie myślą, że jak ryba czy inny zwierz kosztuje mniej niż paczka fajek, to można sobie kupić. Przeżyje lub nie. Ryzyko, adrenalina, zabawa.

Praca w sklepie zoologicznym

Dlaczego nikt nie kontroluje tej strony branży zoologicznej? Może przez to, że ryby głosu nie mają.

Sklep, w którym pracuję oferuje tylko dobre produkty dla zwierząt. Czasem zaplącze się u nas taki Janusz Hodowca. Rozmawiając z takim amatorem bazarowych zakupów i karm typu: 0,001% mięsa z zajechanego kurczaka- najlepsza i najtańsza karma dla twojego psa, musisz ją mieć, opadają mi ręce. Przeważnie jest to krótkie pytanie: panie, po ile najtańsza karma dla psa, najlepiej na wagę? Jak słyszy niesatysfakcjonującą odpowiedź, że powyżej 15zł/kg, Janusz, już niemalże rytualnie, odwraca się na pięcie i wychodzi, hucznie komentując jaki to drogi i bezlitosny sklep chciał go okraść z ciężko zarobionych złotówek.

Sprzedawca w sklepie zoologicznym zasady

Szkoda tylko, że nie pomyśli, że trochę nie poczyta o żywieniu swojego pupila i zrozumie, że kupując tanią karmę zaoszczędzi tylko pozornie. Po pierwsze, karma z wyższej półki jest oczywiście droga, ale pełnowartościowa, przez co nie trzeba dawać psu/kotu 2 kilogramów, żeby się najadł na cały dzień, tylko kilkaset gramów. Po drugie zwierzak czuje się lepiej, jest zdrowy- oszczędzamy na wizytach u weterynarza
.
W swojej karierze sprzedawcy udało mi się kilku Januszy i Grażyn skutecznie uświadomić, ale brak tanich, kiepskich karm w sklepie powoduje, że uparty klient i tak to gdzieś dostanie. Zarabia inny.

Czyste sumienie kosztuje sporo w mojej branży.

Sklepy zoologiczne praca

No i jestem sprzedawcą w sklepie zoologicznym. Nigdy nie sprzedałem ryby do kuli. Nigdy nie pozwoliłem żeby ktoś męczył je w za małych zbiornikach. Nigdy też nie sprzedawałem klatek, w których na miejscu zwierzaka nie chciałbym mieszkać . Wszystko super. Jednemu na dziesięciu klientów uda się wytłumaczyć i kupi odpowiednie akwarium czy klatkę. Jednak tych dziewięciu odejdzie i dostanie to co chcieli w innym sklepie, przeważnie sieciówkach (o jak ja nie lubię sieciówek).

Nie chcę w tym zeznaniu brzmieć jak mały rozgoryczony chłopiec, który przyjmuje na siebie zło tego świata, chodzi mi o zarysowanie problemu zwierząt trzymanych w domach i podejścia ich właścicieli.
Myśląc nad tematem, dochodzę do wniosku, że wina głównie jest oczywiście w niewiedzy, ale i po stronie sprzedawców, którzy zapomnieli, że zwierzęta to zwierzęta i widzą w nich tylko produkt dla każdego.

Dzięki M. za przygotowanie wpisu. [@cz]

One Comment

    • Piotr Sawicki
    • 30.01.2017

Skomentuj