Nowe!

August Agbola O’Brown ps. Ali – Nigeryjczyk, który bronił stolicy w Powstaniu Warszawskim

1 sierpnia 1944 roku mieszkańcy Warszawy postanowili stawić czynny opór niemieckie okupacji i z bronią w ręku walczyć o wolność. Po 5 latach uciśnienia, stolica mogła wreszcie poczuć się wolna, choć radość nie trwała długo, a hitlerowcy krwawo rozprawiali się z oporem Powstańców i bezbronną ludnością cywilną. Wbrew pozorom na ulicach Warszawy – z biało-czerwonymi opaskami na ramieniu – nie walczyli jedynie Polacy. Wśród żołnierzy można było spotkać przedstawicieli 18 narodowości, którzy przelewali krew za wolność naszego kraju. Jednym z najbardziej egzotycznych uczestników największe zrywu niepodległościowego w czasie II wojny światowej był August Agbola O’Brown ps. Ali, pochodzący z Nigerii muzyk, którego uznaje się za jedynego czarnoskórego uczestnika Powstania Warszawskiego.

August Agbola O’Brown

Przedwojenny podróżnik

O’Brown urodził się pod koniec XIX wieku na terytorium dzisiejszej Nigerii, które ówcześnie znajdowało się pod protektoratem Wielkiej Brytanii i nosiło nazwę Królewskiej Kompanii Nigru. Z niewyjaśnionych przyczyn, młody August postanowił dołączyć do załogi angielskiego statku handlowego, aby rozpocząć karierę marynarza. Po kilku latach ostatecznie opuścił okrętowy pokład i osiadł na Wyspach Brytyjskich, skąd dotarł do Wolnego Miasta Gdańsk, a następnie przedostał się do Warszawy. W stolicy trudnił się grą na perkusji w licznych kawiarniach, restauracjach i klubach. Czarnoskóry jazzman bardzo szybko zyskał popularność wśród społeczności warszawiaków i zdobył sympatię miejscowej bohemy. Zamieszkał w kamienicy przy ulicy Złotej, a wkrótce potem poślubił Polkę, z którą miał dwóch synów Ryszarda (ur. 1928 rok) i Aleksandra (ur. 1929 rok). Według relacji świadków bardzo często spacerował z rodziną w okolicach Ogrodu Saskiego, imponując postawną sylwetką i szykownym ubiorem.

August Agbola O’Brown Powstanie Warszawskie

Foto. Muzeum Powstania Warszawskiego

Wojenna zawierucha

W większości wojenne losy O’Browna są słabo znane. Wiadomo, że w czasie okupacji zajmował się on handlem sprzętem elektronicznym, był tłumaczem i nauczycielem języków (podobno biegle władał 5 językami obcymi). Istnieją niepotwierdzone przekazy na temat konspiracyjnej działalności Nigeryjczyka, choć trudno uwierzyć, że dowództwo Armii Krajowej zwerbowało go do współpracy z jednej prostej przyczyny – murzyn w okupowanej Warszawie był zbyt charakterystyczną postacią, która za bardzo przyciągała uwagę Niemców, a to przeczyło zasadom działania w niepodległościowym podziemiu.

Po ogłoszeniu godziny “W” naturalną koleją rzeczy dla Agboli, było dołączenie do walczących powstańców. Strzelec otrzymał pseudonim “Ali” i został przydzielony do batalionu “Iwo”, który toczył boje na terenie Śródmieścia Południowego. Oddziałem dowodził Aleksander Marciński ps. „Łabędź”, a udział O’Browna w walkach potwierdzają świadkowie, którzy widywali go w dowództwie batalionu przy ul. Marszałkowskiej 74. Nie wiadomo, co działo się z jazzmanem w pierwszych latach po ustaniu walk, ale na pewno przeżył powstanie.

Murzyn w Powstaniu Warszawskim

August Agbola O’Brown, zdjęcie z jednego z warszawskich magazynów z roku 1932. Foto. wp.pl

Kolejna emigracja

Pierwszą wzmiankę na temat powojennych losów strzelca “Ali’ego” datuję się na rok 1949, gdy wypełnił on ankietę osobową przy wstąpieniu do organizacji kombatanckiej ZBOWiD. O’Brown przyznał się w kwestionariuszu do walki w szeregach Armii Krajowej, co mogło narazić go na dotkliwe szykany ze strony komunistycznych służb. Kilka miesięcy później został zatrudniony w Wydziale Kultury i Sztuki Zarządu Miejskiego w Warszawie, następnie wrócił do grania w restauracjach. W 1958 roku wyemigrował z rodziną do Wielkiej Brytanii, jego dalsze losy pozostają nieznane. Przypuszcza się, że zmarł w roku 1976.

Historia tego dzielnego żołnierza doskonale pokazuje, jak wiele oblicz patriotyzmu skrywa okres Powstania Warszawskiego. Etos miłości do Ojczyzny zaszczepiony w II Rzeczpospolitej potrafił poderwać do walki nawet przybysza z odległej Nigerii.

Cześć i chwała bohaterom!

Skomentuj