Nowe!

5 najbardziej niesamowitych składowisk świata

Ludzkość wytwarza i gromadzi śmieci, stopniowo, coraz więcej i więcej. I chociaż wizja twórców animowanego filmu „Wally”, pokazująca Ziemię jako jedno wielkie wysypisko, pozostaje jak dotąd tylko fikcją, odpadów jest coraz więcej, a walka z nimi wydaje się nie mieć końca.

Wielkie merykańskie składowisko opon

W 1950 roku, pewien Amerykanin o nazwisku Ed Philbin doszedł do wniosku, że prędzej czy później stare opony będą kosztowały poważne pieniądze, więc… zaczął je zbierać. Przez około 30 lat zebrał około 42 mln starych opon – wszystkie usypane w jeden wielki stos blisko autostrady №5 w Kalifornii, przy zupełnym braku czyjegokolwiek zainteresowania, choćby lokalnych władz.

Pod koniec roku 1980, Philbin zmęczył się już czekaniem na wzrost wartości swojego „czarnego złota”, więc sprzedał owe 42 miliony opon (ale nie ziemię, na których leżały) prywatnym firmom, które zbudowały nieopodal zakłady mające przekształcić starą gumę w energię. Ale już ten projekt przyciągnął uwagę władz, któym nie spodobał się pomysł palenia gumy podczas procesu przetwarzania, i uwalniania do atmosfery szkodliwych oparów. Inny problem widzieli w zagrożeniu wybuchu pożaru, który stwarzałby ogromne niebezpieczeństwo.

Tak się zresztą stało. Pod koniec 1989 roku w składowisko uderzył piorun i stos zaczął płonąć. Opony płonęły cały miesiąc i nikt nie potrafił temu zaradzić, żadne służby – ani straż, ani wojsko nie były w stanie poradzić sobie z ogniem. Ostatecznie więc,  miliony opon zostały zamienione w energię. Philbin chciał nawet powrócić do skupowania starych opon, jednak urzędnicy szybko wybili mu te zamiary z glowy, rozpoczynając kilka procesów przeciwko niemu. 

Skażone maszyny w Czarnobylu

Każdy slyszał o awarii w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Każdy może sobie wyobrazić ile urządzeń i maszyn użyto podczas starań o eliminowanie skutków awarii oraz ilu ludzi było w to zaangażowanych. Prawdopodobnie jednak niewielu z nas wie o tym, co stało się z urządzeniami, za pomocą których ci ludzie walczyli ze skutkami katastrofy. 

Część tych maszyn, najbardziej skażona, składowana jest na izolowanych cmentarzyskach, część została zamknięta w sarkofagu, który przykrył elektrownię, w której doszło do awarii. Jednak większość samochodów i śmigłowców, od dziesięcioleci stoi w specjalnej, zamkniętej strefie, niedaleko ukraińskiej wsi Rassoha.

Cmentarzysko samolotów USA

Władze cmentarza wojskowych i cywilnych statków powietrznych w Arizonie (Tucson, baza lotnicza Davis-Monthan Air Force Base) twierdzą, że są największą samolotową nekropolią na świecie. Na powierzchni ponad 6500 ha niszczeje powoli ponad 4000 samolotów.

Tuż po drugiej wojnie światowej, kiedy samoloty bojowe przestały być potrzebne, trzeba było znaleźć powierzchnię magazynowania i jednocześnie muzeum dla tych maszyn. Na lokalizację wybrano miejsce o suchym klimacie i twardym gruncie. Zdaniem ekspertów, całkowity koszt wszystkich obiektów na cmentarzysku w Arizonie szacuje się na około 35 mld $.

Olbrzymie złoża drewna w Szwecji

Huragan Gudrun (Erwin), który uderzył w północną Europę w styczniu 2005 roku, spowodował katastrofę w Szwecji i Danii, na które to kraje uderzył z największą siłą. Niezwykłą konsekwencją tego huraganu było powstanie największego na świecie składu drewna.

Szwedzi starannie zebrali większość zawalonych drzew i stworzyli ogromny magazyn w okolicy miasta Byuholm, zbudowany z kilku rzędów ułożonych na sobie bali. Całkowita ilość zgromadzonego tam drewna szacowana jest na 75 milionów metrów sześciennych! W 2008 roku rozpoczęto utylizację drewna. Proces ten trwa do dzisiaj. 

Cmentarzysko olbrzymich statków

Chittagong – drugie co do wielkości miasto w Bangladeszu i jeden z największych portów w całej południowo-wschodniej Azji. To tutaj znajduje się słynny cmentarz olbrzymich statków, który corocznie uzupełniany jest dziesiątkami nowych „mieszkańców” porzucanych po prostu przez swoich właścicieli. 

Dla armatorów jest to sposób na pozbycie się wycofywanych z użycia i nienadających się do niczego statków – nie muszą też płacić za ich utylizację. A dla mieszkańców statki te są niewyczerpanym źródłem dochodu – rozbierają je do najmniejszej części i sprzedają wszystko, co ma jakąkolwiek wartość.

Niestety biznes ten jest bardzo niebezpieczny – co roku w wypadkach na składowisku ginie kilkadziesiąt osób. Ale kto zatrzyma to proceder, kiedy można na nim zarobić? Władze udają, że im się to składowisko nie podoba, ale za łapówkę można zostawić tutaj dosłownie każdą łajbę.

źródło: loveopium.ru

 

Skomentuj